Podobno, w laboratoryach, gorzej urządzonych, częściej zdarzają się szczęśliwe odkrycia, niż w pracowniach zaopatrzonych w najdoskonalsze, najbardziej precyzyjne narzędzia. Pochodzi to stąd, że w pracach, przy warunkach najpomyślniejszych, każde doświadczenie udać się musi wedle wskazań teoretycznych, w przeciwnym zaś razie, doświadczenia takie narażone są na wszelkie kaprysy przypadku, który znowu jest, jak wiadomo, przyczyną sprawczą wielu najwspanialszych wynalazków. Tak samo się rzecz ma z rutyną zawodową. Wystarczy nieraz, ażeby artysta zdobył pewną sumę łatwości technicznej, ażeby się już raz na zawsze wyrzekł wszelkich poszukiwań udoskonalenia swego fachu. Wogóle, w naturze ludzkiej leży skłonność dążenia po linii najmniejszego oporu. Linią taką niezaprzecznie jest wszelka rutyna. Jedynie indywidualności o wielkich ambicyach twórczych unikają utartych ścieżek i zdobywają się na ciągły mozół poszukiwania dróg nowych niewydeptanych, wdzierania się na szczyty niedostępne, skąd dojrzeć mogą nieznane dotąd horyzonty.

, Wystawa fotograficzna, szuflada pełna fotografiiTaką indywidualnością, o silnie naznaczonych ambicyach twórczych, jest ks. Kirchner, który od lat kilku pracuje u nas w kierunku uartystycznienia fotografii. W najszerszem uogólnieniu całość działalności jego przedstawia tylko wytrwałe, planowe dążenie do wyzwolenia tej gałęzi wytwórczości z pod strychulca rutyny rzemieślniczej i pchnięcia na szerokie tory swobodnego, indywidualnego tworzenia. W tem się streszcza to, co nazywamy artyzmem w każdej dziedzinie pracy ludzkiej i to właśnie stanowi cechę znamienną fotografii artystycznej. Jest to przedewszystkiem owo piętno samodzielnej, świadomej swych celów i zadań myśli twórczej, które dzieło sztuki odróżnia zasadniczo od zwykłej rzemieślniczej produkcyi.

Zapewne, wyrobienie zawodowe, to jest pełne opanowanie strony technicznej sztuki, jest rzeczą konieczną, żeby uniknąć wrogiego artyzmowi dyletantyzmu, ale zachowana tu musi być należyta miara wartości. Jak wyżej powiedziałem, zbytnie zaufanie w rutynę prowadzi do wyrzeczenia się wszelkiego wysiłku intelektualnego, z drugiej strony jednak zupełny brak umiejętności zawodowych zepchnąłby najgenialniejszą twórczość do wyrazu hieratycznej pierwotności. Znany jest w historyi sztuk plastycznych ostatnich czasów namiętny protest przeciw akademiom i akademizmowi, który miał jakoby krępować swobodę pełnego przejawia się osobności twórczych. W ruchu reformatorskim posunięto się aż do ostateczności krańcowych i we wskazaniach estetyki modernistycznej nie rzadko spotkać się można było z zaleceniem wyrzeczenia się wszelkiej umiejętności zawodowej. Jakoż istotnie na na wystawach naszych widywaliśmy okazy rzeźby i malarstwa, urągające najelementarniejszym wymaganiom pod względem tego wszystkiego, co dotąd zawierało się w pojęciu dzieła sztuki.

Były to okazy aroganckiego dyletantyzmu, który, pod pozorem objawów genialnej bezpośredniości, krył upokarzającą nieudolność i nieuctwo. Nie należało by zatem pożądać, ażeby fotografia w nowej swej fazie ewolucyjnej wejść miała na podobne tory, które ostatecznie zaprowadzić by ją musialy na manowce. Ma ona już swoje kilkudziesięcioletnie tradycye jako zawód, jako gałąź przemysłu, w której ludzie specyalizują się od kilku pokoleń i, bądź co bądź, zdobyli pewną sumę doświadczeń, stanowiących istotę fachu. Otóż chodzi o to, ażeby zdobytego doświadczenia nie odrzucać bezwzględnie, ale wybrać zeń krytycznie to wszystko, co w nowych warunkach z pożytkiem może być zastosowane. Jeżeli na podobny krytycyzm trudno jest zdobyć się zawodowcom, słusznie zatem, że do fachu wchodzą ludzie nowi, a wchodzą tam ze śmiało wytkniętym planem przeprowadzenia odpowiednich
przeobrażeń.

W Warszawie przed kilku laty założył szkołę fotograficzną ks. Kirchner i prowadzi ją z wielkim dla rozwoju tej sztuki pożytkiem. Wystawa fotograficzna, urządzona w lokalu szkolnym, a trwająca już od kilku miesięcy jest tego wymownym dowodem.

Ks. Kirchner nie był z zawodu fotografem. Ostatecznie, pracując w tym zakresie już od lat kilku czy kilkunastu, mógł był najdokładniej poznać wszystkie arkana tego niezbyt zresztą trudnego, i coraz bardziej ułatwionego przez nadzwyczajny postęp techniki procederu. Rzeczywiście, sama umiejętność użycia aparatu i najkonieczniejszych środków technicznych, tak już jest dziś uproszczona, że dla średnio inteligentnego osobnika staje się dostępną po kilkunastominutowym wykładzie. Kilka dni praktyki dopełnia edukacyi. Tym sposobem aparat fotograficzny może się znaleźć w ręku każdego. Zadaniem szkoły było zatem głównie zwrócenie uwagi na stronę artystyczną zdjęć fotograficznych zarówno u amatorów, jako też u zawodowców, to jest tych, którzy sobie fotografię, jako środek do zarobkowania obrali. Dla tych ostatnich głównym polem zarobkowym są portrety i w tern dziale też najgłówniej panuje rutyna dawnych ateliers fotograficznych.

Otóż, przeglądając na obecnej wystawie fotograficznej zdjęcia ks. Kirchnera stwierdzić musimy ogromny w tej mierze wyłom. Przedewszystkiem, czuć tu wszędzie radykalne zerwanie z dotychczasowym konwenansem pozowania i oświetlania modelu. Znikły grzeczne, wymuszone miny, natomiast zjawia się niezmiernie ciekawe samoistne poszukiwanie wyrazu indywidualnego osoby portretowanej. Ta sama tendencya przeważa w sposobie oświetlenia, przyczem nie wahano się użyć najśmielszych malarskich efektów. Wszystko to razem wzięte kładzie piętno indywidualności twórczej na utworach i tern samem czyni je estetycznie interesującymi — czyni je w pewnej mierze dziełami sztuki.

Drugą niezmiernie doniosłą rewelacyą wystawy jest trafne rozwiązanie sprawy retuszu, który istotnie był dotąd zmorą fotografii portretowej. Niepodobna go uniknąć zupełnie, choć były głosy gwałtowne, potępiające wszelką retuszerkę stanowczo i raz na zawsze. Rzeczywiście, tyle w niej nieraz było bezmyślności i złego smaku, że mogła zrodzić do siebie niechęć nieprzejednaną. Tu jednak znowu trzeba zachować spokój i miarę. Bądźmy przedewszystkiem konsekwentni. Albo zgodzimy się, że po za ostrem nastawieniem objektywu i następnie dokładnem skopiowaniem kliszy na możliwie najczulszym papierze, wszelka ingerencya ręki ludzkiej jest wykluczona i wtedy otrzymamy czysty efekt dobrej fotografii, albo, jeżeli dla efektów malarskich pozwolimy operatorowi umyślnie obniżyć ostrość obrazu, jeżeli dalej w tych samych celach kopista używa papierów chropowatych i odbitki swoje odpowiednio do pewnych założeń wymywa, co w gumidrukach naprzykład idzie bardzo daleko, to oczywiście przyznać trzeba, że i udział dobrego retuszera w tym wypadku nic będzie wykroczeniem.

Chodzi tylko o umiejętne wyzyskanie tych czynników i o harmonijne ich połączenie, co sprawić może człowiek ze smakiem estetycznym i estetycznem wykształceniem.

Te właśnie przymioty posiada widocznie kierownik szkoły. Na wystawie zauważyłem kilka okazów dziwnie harmonijnego połączenia fotografii ze sztuką. Są tam naprzykład obrazki, gdzie retuszer, nie zatracając nic z charakterystyki osobistej modelu, nie tylko wywołał miękkość modełacyi na sposób czysto malarski, ale całości nadawał cechy stylizacyi w duchu danej określonej epoki. Wprowadza to do fotografii portretowej nader pożądane urozmaicenie, jak wogóle wszystkie usiłowania ks. Kirchnera do tego celu są skierowane. Załączone naprzykład reprodukcye świadczą o poszukiwaniach swobody, prostoty i naturalności w ujęciu pozującego modelu.

To już nie szablon!

T. Jaroszyński

Fotograf Warszawski
miesięcznik poświęcony fotografii i naukom z nią związanym
organ Towarzystwa Fotograficznego Warszawskiego T.6, nr 3 (marz. 1909)